
Złamanie przez ochronę klubu? Konieczny będzie zabieg
„Ty ku***, szm*** pier*****, wypie****** z lokalu, bo masz na sobie kurtkę”
W nocy z soboty na niedzielę w oleśnickim klubie „Maska” przy ulicy Moniuszki w Oleśnicy miało dojść do awantury, która zakończyła się obrażeniami ciała u dwóch mężczyzn. Portal MojaOlesnica.pl rozmawiał z osobami, które uczestniczyły w zajściu i czują się pokrzywdzone.
- Weszłam z kurtką do środka, do lokalu, już po całej imprezie, żeby zabrać kolegę. Mieliśmy jechać do domu, a na dworze czekał na nas znajomy, który też był świadkiem całego zdarzenia. Zaczepił mnie ochroniarz i zaczął wulgarnie krzyczeć, wyzywać mnie - „ty ku***, szm*** pier*****, wypie****** z lokalu, bo masz na sobie kurtkę” - relacjonuje kobieta będąca świadkiem zajścia.
Relacja o pobiciu przez ochronę
W końcu podszedł do nich mężczyzna, po którego próbowała wejść. Wedle jej relacji, chciał załagodzić sytuację i zwrócić ochroniarzom uwagę na ich niestosowne zachowanie. - Mówił, żeby się tak nie odzywali do kobiety, że to jest nieładnie. Jeden z ochroniarzy chciał mnie uderzyć. Gdyby nie znajomy, to jeszcze ja bym była poszkodowana. Za to, że weszłam w kurtce do lokalu. Do znajomego bramkarz zaczął krzyczeć - „ty się nie odzywaj, wyp****** stąd”. Poprosiłam drugiego ochroniarza o pomoc, bo bałam się tego człowieka, a chciałam tylko wyjść z tego lokalu. Po czym oni zaczęli bić tego kolegę i wyrzucili nas na zewnątrz - relacjonuje i utrzymuje, że w trakcie zdarzenia bezskutecznie usiłowała poprosić właściciela klubu o pomoc.
Po chwili podszedł kolejny znajomy, który przebywał na dworze. - Zapytał, co się dzieje, to go popchnięto i kopano jak leżał na ziemi - słyszymy. - Zadzwoniłam na numer alarmowy 112 i odmówiono wysłania na miejsce patrolu policji, poradzono pojechać na komendę. Najpierw udaliśmy się do szpitala. Po tym wszystkim, z samą dokumentacją, przyjechaliśmy na komendę. To było o godzinie 3:30. Tam nas zbyli. Powiedzieli, że to nie dzisiaj - relacjonuje nasza rozmówczyni. Podkreśla, że po tej sytuacji obawia się o własne bezpieczeństwo.
W podobnym tonie wypowiada się poszkodowany klient klubu. Uważa, że ochroniarz złapał kobietę i był wulgarny. - Wkroczyłem między nich i powiedziałem, że nie będzie się tak do niej odnosił i ma ją puścić. W tym momencie ten mniejszy ochroniarz złapał mnie za lewe ramię i zaczął mnie wyzywać od „frajerów” i „pe*****”, po czym kazał mi również „wypier*****” - opowiada.
Ochroniarze mieli siłowo go wynosić w stronę wyjścia. - Po otwarciu drzwi mniejszy ochroniarz uderzył mnie w twarz. Odruchowo wyprowadziłem cios, po czym dostałem uderzenie od drugiego ochroniarza. Znajomy, który stał na dworze z naszym sąsiadem i resztą znajomych, zobaczył, jak mnie biją. Chciał ich odciągnąć, ale ochroniarze rzucili się na niego, powalili go na ziemię i zaczęli kopać - kontynuuje.
Bolesne i skomplikowane złamanie
Mężczyzna, który był pierwszym opisywanym uczestnikiem zajścia ma powierzchowne obrażenia. Za to drugi z nich, który na zewnątrz próbował interweniować, ma skomplikowane złamanie ręki. Podkreśla, że wcześniej bawił się w klubie i nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Zaczęli ich wyzywać, wyrzucili na zewnątrz. Chciałem podnieść znajomą mi osobę i ich rozdzielić. Popchnęli mnie, wywróciłem się. Dostałem sześć, siedem kopniaków - słyszymy od poszkodowanego. Wciąż musi zażywać silne leki przeciwbólowe.
Stanowiska policji i klubu
O komentarz poprosiliśmy przedstawicielkę policji, która jednak nie odpowiada za centrum powiadamiania ratunkowego. Nasze pytania dotyczyły sytuacji w budynku komendy. - Sytuacja wyglądała tak, że na komendę zgłosił się mężczyzna oraz dwie kobiety. Twierdził, że został pobity przez ochroniarzy. Powiedział, że ma złamaną rękę i musi udać się do szpitala we Wrocławiu. Dyżurny poinformował go, że w związku z tym powinien najpierw opatrzyć rękę, a następnie złożyć zawiadomienie. Mężczyzna poinformował również, że pobito innego mężczyznę. Polecono, aby obaj przyjechali i złożyli zawiadomienie. Do tej pory jednak nie przyjechali i nie złożyli zawiadomienia - informuje st. sierż. Karolina Walczak z Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.
O zdarzenie zapytaliśmy w klubie „Maska”. - Na chwilę obecną posiadamy jedynie niepotwierdzone informacje od osoby, która bawiła się w lokalu. Nasza obsługa nie potwierdza, aby takie zdarzenie miało miejsce (...). Co więcej, nie było wezwania policji ani pogotowia do naszego lokalu w tym czasie - zapewniał na początku jeden z właścicieli.
Dopytywaliśmy dalej o tę sprawę. - Mi osobiście w dniu rzekomego zdarzenia nikt nie zgłaszał z mężczyzn, że doszło do obrażeń ciała. Gdyby tak było, to powinni mnie poinformować o zajściu, a ja bym wezwał policję i karetkę pogotowia - dodaje przedstawiciel „Maski”.
Dodał przy tym, że nie rozmawiał z ochroniarzami klubu i tłumacząc się RODO odmówił podania namiarów do nich, abyśmy mogli poznać wersję drugiej strony. Dlatego jeszcze raz zapytaliśmy o możliwość przekazania ich stanowiska przez niego. Odpowiedziano nam, że „jeśli będzie się toczyło jakieś postępowanie” i będą mu znane wyniki, to nam je przekaże.
Nikt nie zabezpieczył dowodów
Osoby uważające się za poszkodowane w tej sytuacji nie kryją niezadowolenia z powodu działań operatora numeru alarmowego 112 i policji. Co ważne - nikt ze służb nie zabezpieczył nagrań z monitoringu, nie sprawdził stanu ochroniarzy, ich statusu prawnego, ani nie zweryfikowano czy na miejscu byli jeszcze inni świadkowie.
Tym bardziej, że w zdarzeniu miało uczestniczyć dwóch ochroniarzy przeciwko dwóm mężczyznom, co zazwyczaj może być traktowane jako sprawa dotycząca pobicia. W rozmowie z naszą redakcją padła zapowiedź kolejnej próby złożenia zawiadomienia do organów ścigania.
rd
Komentarze (81)
ja chodzę do kościoła zamiast do knajp. i jestem szczęśliwym człowiekiem. mam prostą wizję świata. praca, dom, rodzina kościół. ludzie co wam więcej trzeba do życia?
ZgłośProponuję zabezpieczyć monitoring z pobliskich sklepów, jubilera, na pewno coś się gdzieś nagrało
ZgłośKiedys ze znajomymi z Olesnicy poszedlem tam na browar. Na wejsciu jakis paszojad powiedzial, ze mam sciagnac czapke z daszkiem albo nie wejde, to OK. Sciagnalem. Pozniej mowi, ze bluza do szatni. Mówie mu, ze nie bede siedzial w koszulce. I na tym sie skonczyl mój pobyt w lokalu. Rozumiem jakbym wygladal na jakiegos brudnego lumpa, ale normalnie bylem ubrany jak czlowiek. Pomyslalem, ze tam naprawde musi byc wyjatkowe miejsce, skoro wszytsko musi byc juz na wejsciu tip-top. A teraz czytam komentarze i wlasnie sie dowiedzialem jak tam jest. BTW: Jesli twierdza, ze nic nikomu nie robili to nagrania w CCTV na stól i ucinamy dyskusje. Ale znajac zycie tak nie bedzie. Szczerze mówiac myslalem, ze w Polsce juz tego typu akcje rodem z lat 90tych sie skonczyly na takich imprezach, ale widac jeszcze nie wszedzie. Wytrwalosci poszkodowanym!
ZgłośIdź coś zgłoś na dyżurkę, dyżurny zbywa albo z łaską przyjmuje zgłoszenia bo trudne sprawy ogląda za szyba i nie ma czasu
ZgłośNasze patrole nocne śpią albo na lotnisku , albo u dłubaka na cpn w cieślach, albo na rampach pkp... Kto tam ma przyjechać na interwencję ..
ZgłośPoszli na komendę i ich zbyli? To przecież musiało być odnotowane przez dyżurkę. Sprawa braku wezwania przez operatora 112 nadaje się do prokuratury.
Zgłoś











