Ataki na dwie kobiety, wdarcie się do mieszkania. Ruszył proces człowieka Brauna
Aktualnościdzisiaj o 07:00Komentarzy: 42
Ruszył proces człowieka Grzegorza Brauna w Oleśnicy
Sędzia Justyna Ponikowska nie uwzględniła wniosku Jarosława S. o wyłączenie jawności postępowania. W trakcie rozprawy wysłuchała stron i świadków.
Śledczy wskazują, że czynów tych mężczyzna miał dokonać w warunkach powrotu do przestępstwa. Co więcej, w 2007 roku został prawomocnie skazany za usiłowanie zabójstwa mężczyzny. Używał wtedy noża. Od pewnego czasu jest znany z zaczepiania ludzi i prowokacji na terenie miasta, o których wielokrotnie pisaliśmy na łamach portalu MojaOlesnica.pl.
Prokuratura postawiła S. zarzuty z lat 2024-2025. Dotyczą one spowodowania średniego uszczerbku na zdrowiu Małgorzaty W. Oskarżony miał ją bez powodu uderzać kijem w okolice ramienia i krocza. Doprowadziło to do złamania trzonu kości i sińców w okolicach łona. Do tego S. miał też uderzyć schorowanego Pawła Cz. a innym razem - wedrzeć się do jego lokalu mieszkalnego, a następnie bić po twarzy.
Inna znana już medialna sprawa to rzekome naruszenie nietykalności cielesnej Kornelii S-.J. Kobieta twierdzi, że zwróciła mu uwagę na nielegalne naklejanie treści wyborczych Brauna na słupie oświetleniowym, przez co miała zostać przez niego uderzona z całej siły z otwartej dłoni. Do tego w akcie oskarżenia znalazł się zarzut kierowania wobec niej słów wulgarnych i obraźliwych.
Choć S. kreuje się na prawicowca, to publicznie przyznaje, że korzysta z pomocy społecznej. - Czasem z datków osób, pomocy społecznej - wyznał przed sądem. Przyznał, że jest bezrobotny, a na co dzień ma się zajmować działalnością społeczno-obywatelską, prowadząc kanał w serwisie YouTube.
Nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. „Medialna nagonka”
Jarosław S. nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. W niektórych momentach uważa, że padł ofiarą „medialnej nagonki”. - Mam wrażenie, że cała ta sprawa ma charakter represyjny wobec osoby, która była zaangażowana w działania polskiego posła do europarlamentu, pana Grzegorza Brauna - wskazywał.
Postanowił się odnieść do zarzutów, choć wcześniej nie zabierał głosu w trakcie policyjnych przesłuchań na temat okoliczności zajść. Przytaczał wątek Małgorzaty W., która – jak wskazywał – wielokrotnie korzystała z jego pomocy.
- Z tego, co wiem, pani W. przez szereg miesięcy uskarżała się, że spadła ze schodów, złamała biodro. Prawdopodobnie jeden ze świadków (…) wie, że pani W. jest bardzo mocno uzależniona od alkoholu. Obrażenia, które zostały stwierdzone, mogły powstać w taki sposób (…) - oświadczył S.
Co do napaści na Pawła Cz., uznał, że nie wie kto to jest i nie zna okoliczności sprawy. Za to więcej powiedział na temat zajścia z Kornelią S.-J.
- W tamtym czasie byłem powiatowym koordynatorem komitetu wyborczego kandydata na prezydenta, pana Grzegorza Brauna. Do moich obowiązków należało sprawdzanie stanu oraz umiejscowienia materiałów wyborczych w postaci banerów i plakatów - wspominał S.
- Przy ulicy Paderewskiego zauważyłem, jak pani (…) zrywa materiał wyborczy należący do komitetu. Zwróciłem uwagę, pytając, dlaczego zrywa materiał wyborczy, który jest prawnie chroniony. W odpowiedzi pani zaczęła krzyczeć, pytając, jakim prawem materiały zostały umieszczone na terenie szkoły. Pani wykonała również gest środkowego palca. Wdałem się z nią w dyskusję, jednak nie miałem z panią (...) żadnego kontaktu fizycznego. W żaden sposób jej nie dotknąłem. Jedyne słowa, jakie padły z mojej strony, to określenie „lewaczka” - uważa.
”Z całej siły uderzył mnie w twarz”
Kornelia S.-J. inaczej relacjonowała tamto zajście. - Zauważyłam z samochodu, że oskarżony przykleja naklejki wyborcze z symbolem gaśnicy na lampach Tauronu. Pan S. przyklejał tam materiały wyborcze. Działałam zgodnie ze swoimi przekonaniami, przeciwdziałając wandalizmowi, dlatego zwróciłam mu uwagę. Był ubrany w czapkę oraz kamizelkę z symbolem gaśnicy - usłyszeliśmy.
Kiedy znalazła się koło lampy, podbiegł S. - Z impetem i z całej siły uderzył mnie w twarz. Byłam w bardzo dużej adrenalinie. Chciałam zadzwonić na policję, ale nie miałam przy sobie telefonu. Z zakładu fryzjerskiego zadzwoniłam na policję. Pobiegłam za nim, aby wskazać, w którym kierunku uciekł. Po chwili pan S. wracał w moją stronę i powiedział: „O, patrzcie, jakim samochodem jeździ pier****** lewaczka”. Byłam później w szpitalu i przeszłam badania. Dokumentacja medyczna oraz inne materiały zostały przekazane policji - zeznała poszkodowana kobieta. Dodała, że pod koniec była prawdopodobnie filmowana przez S.
Siłowe wejście do mieszkania i bicie. Relacja pokrzywdzonego i sąsiada
Paweł Cz. ma trudności z poruszaniem się. Na salę rozpraw wszedł z wózkiem inwalidzkim, który służy mu jako balkonik. Dobrze pamięta tamte chwile. - Słyszałem ostre pukanie do drzwi i „policja otwierać!” - opowiadał. Jak zeznał, nie ma w zajmowanym przez siebie lokalu socjalnym wizjera, więc odparł, że zweryfikuje prawdziwość tych słów dzwoniąc na policyjną dyżurkę.
- Powiedziałem, że zadzwonię na dyżurkę, a on „ja ci ku*** zadzwonię” - relacjonował. - Wyłamał drzwi. Rzucił się na mnie, zaczął mnie bić. Zacząłem krzyczeć „Waldek, Waldek, ratunku!” - powiedział Paweł Cz.
Waldemar N. to mieszkający wyżej sąsiad. Opowiedział, że zbiegł, a wtedy zauważył Jarosława S. - Na sąsiedzie leżał oskarżony. Bił go rękoma. Wyszedł, chwycił mnie za szyję i powiedział, że mam się nie wtrącać. Sąsiad wezwał policję - zeznał przed sądem.
Z relacji pokrzywdzonego Pawła Cz. wynikało, że po interwencji policja nie zatrzymała S., tylko zostawiła go na miejscu. - Pokazałem policjantom wyłamany zamek i uszkodzone oko - mówił, a funkcjonariusze mieli uznać to za przypadek zakłócania miru domowego.
- Policjanci pojechali, zostawili oskarżonego. Jeszcze też (S. - przyp. red.) zapukał. Nie otworzyłem - podsumował i zapewnił, że nie doszło już do dalszej eskalacji konfliktu.
Oskarżonego Jarosława S. interesowała kwestia też tego, skąd mężczyzna zna jego dane. - Policja przekroczyła uprawnienia, bo ujawniła świadkowi moje dane - uznał. - Ma to charakter jakiejś prowokacji. Nagonki prasowej przez obecne tu media - mówił i wskazywał wzrokiem na dziennikarza portalu MojaOlesnica.pl.
Po tym zdarzeniu S. miał prokuratorski zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego. Jednak miał go spotkać na mieście. - Powiedział pod szpitalem „nie mogę się do ciebie zbliżać, ale i tak ci kiedyś wpier****” - relacjonował Paweł Cz.
Bił kobietę kijem?
Kolejny przypadek dotyczył incydentu z udziałem Małgorzaty W. Kobieta miała wówczas przesiadywać na murku w pobliżu jednego z oleśnickich sklepów spożywczo-monopolowych z Barbarą J., partnerką Jarosława S. Pokrzywdzona W. przyszła na salę rozpraw o kulach i na siedząco opowiadała o tym, co jej zdaniem zaszło. Oskarżony miał ją zaatakować kijem, powodując złamanie trzonu kości łokciowej i liczne sińce, szczególnie w okolicach krocza.
Kobieta była w sądzie roztrzęsiona. Płakała i widać było, że bała się S. Potwierdziła, że została zaatakowana. O sprawie powiedziała dopiero później w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, co potwierdziła wezwana w charakterze świadka pracownica tej instytucji. Jak wyjawiła, Małgorzata W. nie miała ubezpieczenia. Po zdarzeniu poszkodowana nie chciała wzywać karetki.
- W pewnym momencie do nas dosiadł Jarosław S. i on się zaczął kłócić z Barbarą. Nie pamiętam, o co się kłócili. To była sprzeczka między nimi. Ja się nie odzywałam. Nagle Jarosław S. sięgnął po kij, który leżał przy drzewie obok i wziął tego kija i zaczął mnie nim uderzać. Uderzył mnie w ramiona. On mi zadał kilka ciosów. Ja nie wiem, dlaczego on to zrobił - przytaczała sędzia Justyna Ponikowska zeznania złożone przez Małgorzatę W.
Barbara J., partnerka S. opowiadała potem, że starała się pomagać Małgorzacie W. Zaprzeczyła, aby mężczyzna ją kiedykolwiek uderzył. - Małgorzata W. jest naszą wspólną znajomą. Ona jest alkoholiczką i może ma jakieś urojenia. Według mojej obserwacji, nie było żadnego pobicia. Jarosław jest dobrym facetem - oświadczyła przed sądem.
Zaprzeczyła jednocześnie, aby mała jakąkolwiek wiedzę na temat zdarzenia z Pawłem Cz.
Kolejna rozprawa pod koniec wakacji
Termin następnej rozprawy sędzia Justyna Ponikowska wyznaczyła na 31 sierpnia. Mają na nią zostać wezwani interweniujący wobec oskarżonego policjanci oraz jeszcze jedna kobieta, która ma posiadać dodatkowe informacje w związku z Małgorzatą W.
Jarosław S. opuszczał salę wyraźnie poddenerwowany. - To jest ta kanalia z „Mojej Oleśnicy” - powiedział na sądowym korytarzu swojej partnerce, wskazując na reportera.
Mimo bardzo bogatej przeszłości kryminalnej, skłonności do agresji oraz ciążących na nim poważnych prokuratorskich zarzutów popełnionych w warunkach wielokrotnej recydywy, oskarżony Jarosław S. odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Do sprawy będziemy wracać.
rd
Komentarze (42)
Jarku idz do roboty zamiast pisac komentarze. Zyjesz na garnuszku spoleczenstwa, a posredniak czeka!
ZgłośRedaktor już się obudził i zaczyna pracować. Zaczyna od usuwania komentarzy, które nie pasują do jego lewicowego światopogladu, bądź krytykują tytuł artykułu napisany w iście kniajackim stylu.
ZgłośNie wiem jak było w tych przypadkach (i nic mnie to nie interesuje) ale powiem wam, oglądając te wszystkie konfitury, samochodozy, stopchamy, audytory, często powtarza się schemat: zwróć kulturalnie kobiecie uwagę że coś robi źle, łamie przepisy etc., to ta od razu wyskakuje że molestowanie, napastowanie, przemoc i jeszcze pdf. Bez nagrywania to lepiej nawet nie podchodź do kobiet.
ZgłośDo @ABCD. Braun nie jest posłem ale europosłem. Co nie zmienia faktu. W zawiadomieniu do prokuratury jest napisane, że poszło do znieważenia bądź zniesławienia oskarżonego oraz europosła. Skup się na tym. Oskarżony tu opisywany przez MO jest zły. Ci co piszą o nim " bydlak " są wzorowymi obywatelami.
ZgłośDo pierdla z nim a do towarzystwa dołożyć mu jedno-okiego Falconetiego !
ZgłośDo pierdla z nim a do towarzystwa dołożyć mu jedno-okiego Falconetiego !
ZgłośDo @G. Portalowy tchórzu. A kim ty jesteś, że jego nazywasz bydlakiem ? A kim jest sekretarz miasta który w urzędowym piśmie twierdzi, że urząd nie ma informacji o dłużnikach alimentacyjnych ? A kim jest burmistrz i dyrektor ZBK którzy nie potrafią zapewnić właściwej temperatury w lokalach socjalnych ? A kim jest prokuratura oraz część radnych którzy udają, że nie wiedzą gdzie faktycznie mieszka pewien radny ? A kim jest przewodniczący rady który nie dopuszcza pod obrady skarg i petycji podpisując różne dziwne pisma ? A kim jest urzędnik który podpisywał umowę na lokal w Rynku i dokonał oczywistej pomyłki pisarskiej ? Czy wedle ciebie oni są święci bo po pierwsze są pracownikami urzędu. Po drugie nieco lepiej i czyściej się ubierają ? Po trzecie umieją się ustawiać do sweet foci I zamieszcza ich w mediach społecznościowych. Tchórzu. Jeśli jesteś taki mocny w gębie to podejdź do oskarżonego i powiedz mu to w twarz. A zostaniesz oświecony i może nawet właściwie przez niego potraktowany. Nie bronię oskarżonego. Ale przy takich ( piki, pik) jak ty on może popełnić czyn niedozwolony. Czego ani jemu ani takim tchórzem jak ty nie życzę.
Zgłoś













