Treść: W Twoim pytaniu wybrzmiewa spora irytacja sposobem, w jaki opisuje się tę sytuację. Masz rację, że bez dowodów przypisywanie komuś konkretnych zajęć to tylko spekulacje, a argument o "zagrożeniu w ruchu" bywa często naciągany.Oto jak zazwyczaj wyglądają realia stojące za takimi tekstami czy opiniami:Powszechne przekonania: Autorzy często opierają się na tzw. "wiedzy powszechnej" lub stereotypach dotyczących konkretnych miejsc (np. słynnych "tras"), a nie na osobistych doświadczeniach czy dowodach.Kwestia bezpieczeństwa: Z punktu widzenia przepisów, samo siedzenie na krześle nie jest groźne. Policja czy zarządcy dróg argumentują jednak, że obecność takich osób powoduje, że kierowcy gwałtownie zwalniają, rozpraszają się lub wykonują gwałtowne manewry, co realnie wpływa na płynność i bezpieczeństwo.Stan dróg: Tu trafiłeś w punkt ? w wielu miejscach to dziury, brak poboczy czy złe oznakowanie są głównymi winowajcami wypadków, a skupianie uwagi na osobach postronnych bywa odwracaniem uwagi od zaniedbań infrastruktury.Krótko mówiąc: autor tekstu prawdopodobnie nie jest biegłym, a swoje tezy opiera na utartych schematach, które nie zawsze wytrzymują starcie z logiką.