Treść: Mamo, spójrz na mnie chociaż raz, ale tak naprawdę, bez tej szklanej mgły w oczach, przez którą ledwo mnie widzisz. Dotknij moich rąk ? czujesz, jakie są lodowate? Grzejniki są zimne od przedwczoraj, w całym domu czuć tylko wilgoć i ten twój przeklęty zapach, którego nienawidzę najbardziej na świecie. Obiecałaś, że tym razem będzie inaczej, że zapłacisz rachunki, że kupisz jedzenie, a znowu wszystko poszło na to, co trzymasz schowane w szafce pod zlewem, jakbym była ślepa i nie wiedziała. Siedzę w tej kurtce przy biurku, próbuję odrabiać lekcje, ale palce mi sztywnieją i jedyne, o czym potrafię myśleć, to dlaczego znowu wybrałaś butelkę zamiast mnie. Czy ja naprawdę znaczę dla ciebie mniej niż ten płyn, który odbiera ci rozum i robi z ciebie obcą osobę? Najgorsze nie jest to zimno w pokoju, mamo, najgorsze jest to zimno, które mam w środku, bo już nawet nie mam siły na ciebie krzyczeć. Chciałabym mieć matkę, do której mogłabym się przytulić, żeby się ogrzać, a zamiast tego muszę pilnować, żebyś nie spadła z łóżka, i zastanawiać się, czy rano w ogóle się obudzisz. Pękło we mnie coś, czego nie da się skleić żadnym ?przepraszam?, bo twoje słowa są tak samo puste i zimne jak to mieszkanie, w którym powoli zamarzamy obie.