Treść: Czytam te zalecenia pana doktora Partyki i od razu mi się przypomina moja robota sprzed lat. ?Nie zbliżać się, nie drażnić, spokojnie się oddalić? ? dokładnie to samo mówiłem klientom, którzy po trzeciej kolejce chcieli przytulić wszystko, co się ruszało. A w domu publicznym, proszę państwa, ruszało się wszystko.
Lis w Oleśnicy? No błagam. Jak ja stałem na bramce, to ludzie reagowali na zagrożenie w sposób ?trudny do przewidzenia? jeszcze zanim weszli do środka. Jeden syczał, drugi warczał, trzeci udawał martwego. Lis przy tym to profesor kultury osobistej.
Pamiętam, jak raz wszedł gość w futrze i wszyscy myśleli, że to zwierzę. A to był księgowy z Trzebnicy po rozwodzie. Reagował dokładnie jak ten lis z artykułu ? nerwowo, chaotycznie, z błyskiem w oku. I co? Też nie należało się zbliżać, nie drażnić i absolutnie nie dokarmiać.
Pan doktor słusznie mówi: zgłaszać do gminy, dzwonić na 112. I ja to szanuję. Bo dziś są procedury. Ale kiedyś? Kiedyś to był Bysiu. Jak byk na bramce. Stałem, patrzyłem i wiedziałem: czy to lis, czy człowiek, czy coś pomiędzy ? spokój, opanowanie i zero gwałtownych ruchów.
Bo dzikie zwierzę, podobnie jak klient po północy, nie lubi paniki. A jak wyczuje strach, to robi show. I potem są artykuły, komunikaty i wywiady.
Także słuchajcie pana doktora. Zabezpieczajcie śmietniki, nie zostawiajcie resztek i nie próbujcie bohaterstwa. Bo lis lisem, ale Bysiu nie takie numery widział ? i wie, że najlepsza ochrona to spokój, dystans i zamknięte drzwi.