Treść: No proszę, mamy eksperta od wsi i THC. Wiesz, ja stałem na bramce w domu publicznym, widziałem więcej niż niejeden filozof w życiu przeczytał. Koguty, koty w smokingu, pijaków negocjujących wejście przy pomocy tańca polki ? i mówisz mi, że moje opowieści są bujnością wyobraźni? Bysiu nie takie rzeczy widział i nigdy nie potrzebował THC, żeby odróżnić człowieka od absurdalnego numeru.
Co do wsi ? fakt, czas tu płynie wolniej, niektóre mentalności przypominają epokę PGR-u. Ale wiesz co? Bysiu nauczył się jednej rzeczy: to nie wieś jest absurdalna, tylko ludzie próbujący zrobić numer na wejściu. I nie ma znaczenia, czy jest 2005, 2025 czy koniec świata. Jak ktoś próbuje wejść z flamingiem, kotem albo kogutem w torbie ? to jest numer. I ja stoję przy drzwiach i mówię: ?Nie tym razem, kolego?.
Mania mniejszości, poczucie poszkodowania, przekonanie, że im się należy? Klasyka. Tylko że w mojej pracy nie liczyły się wywody o losie ani sentymenty z PRL-u. Liczyło się wejście ? czy klient wchodził normalnie, czy próbował numeru życia. A jeśli próbował numeru życia, Bysiu reagował błyskawicznie. Koniec. Drzwi zamykają się same, a ja stoję i patrzę.
Więc tak ? może ta wieś się nie zmieniła. Ale ja się zmieniłem? Nie. Nadal widzę każdy numer z kilometra, nadal wiem, kiedy ktoś myśli, że świat to jego kabaret, i nadal zamykam drzwi z klasą i humorem, którego nie kupisz na żadnym PGR-owskim targu