Treść: Z tego co lata po necie: pani "dr" gizela wielokrotnie miała stwierdzić, że ciąża jest zagrożona u innych kobiet i namawiać je na aborcję, a gdy te miały wątpliwości i poszły na inną konsultacje to okazało się, że dzieci są zdrowe i zdrowe się rodziły. NASUWA się pytanie - czy faktycznie to dziecko było chore czy była to tylko złośliwa interpretacja ze strony tej "dr"? A może dziecko było było zdrowe w tej sytuacji i zostało umyślnie zabite?