Nadużycia ze strony księdza? Kuria podjęła decyzję o karze
Aktualnościwczoraj o 09:03Komentarze Facebooka
fot. YouTube / Teobańkologia
Relacja, która zaczęła się od niewinnych rozmów online z młodym wikarym, księdzem Teodorem Sawielewiczem, według "Gazety Wyborczej" szybko zaczęła wykraczać poza ramy standardowej opieki duszpasterskiej. Według przytoczonej przez gazetę relacji Anny (imię zmienione), ks. Sawielewicz wykorzystywał swój autorytet, by ingerować w najbardziej intymne sfery jej życia. W artykule „Wyborczej” padają konkretne, drastyczne zarzuty.
Duchowny miał szczegółowo wypytywać o grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu i życie intymne. Ponadto pod pretekstem „modlitwy o uwolnienie od złego ducha” ksiądz miał nakłaniać kobietę do przyłożenia krzyża do miejsc intymnych. Po przeprowadzonych „modlitwach” duchowny miał dopytywać Annę, czy osiągnęła spełnienie seksualne.
Kobieta przyznaje, że stała się emocjonalnie zależna od duchownego, który kontrolował jej zachowania i reagował agresją na próby dystansu. Skutki tej relacji są tragiczne – Anna do dziś leczy się psychiatrycznie i wymaga intensywnej terapii.
Po złożeniu oficjalnej skargi, archidiecezja wrocławska przeprowadziła dochodzenie. Wynik? Kuria uznała zarzuty za zasadne i nałożyła na twórcę „Teobańkologii” szereg sankcji. Są to pisemne upomnienie oraz zakaz kontaktów z pokrzywdzoną. Zakaz prowadzenia kierownictwa duchowego w internecie do odwołania oraz karę finansową w wysokości 10 tysięcy złotych na cele charytatywne.
Mimo że Kościół potwierdził „krzywdzące zachowanie” kapłana, sposób, w jaki poinformowano o tym opinię publiczną, budzi kontrowersje. W oficjalnym komunikacie kurii, wydanym po powołaniu komisji badającej Fundację Teobańkologia, nie wspomniano ani słowem o nadużyciach seksualno-duchowych. Zamiast tego skupiono się na kwestiach „popularności w mediach” i problemach organizacyjnych fundacji.
Dla Anny zachowanie kurii to próba marginalizacji jej cierpienia. Jak mówi w rozmowie z „Wyborczą”, poczuła się potraktowana w sposób upokarzający. Decyzja o publicznym ujawnieniu sprawy zapadła w momencie, gdy zrozumiała, że oficjalna narracja Kościoła tuszuje realną krzywdę pod pozorem dbania o wizerunek instytucji.
Na ten moment zarówno wrocławska kuria, jak i przedstawiciele Teobańkologii, nie udzielają komentarza do sprawy.
rd, źródło: "Gazeta Wyborcza"











