reklama
reklamareklamareklamareklama
Dziś jest środa, 10 sierpnia. Imieniny Borysa, Filomeny, Wawrzyńca.
21℃
(bezchmurnie). Zobacz prognozę pogody

Trzy godziny umierał na oczach ciężarnej partnerki. Prokuratura bada sprawę

Aktualności17.05 o 08:10Komentarzy: 27
Kilka miesięcy temu portal MojaOlesnica.pl ujawnił, że młody mężczyzna przez trzy godziny umierał na oczach ciężarnej partnerki. Czy zawinił operator numeru alarmowego, który na czas nie przekazał informacji do dyspozytorni medycznej? Sprawę wyjaśnia teraz prokuratura.



Umierał na oczach ciężarnej partnerki

Wracamy do sprawy śmierci 31-letniego mężczyzny. Do zdarzenia doszło 5 grudnia na pograniczu Oleśnicy i Spalic. Pacjent umierał na oczach swojej 28-letniej partnerki, która była w siódmym miesiącu ciąży.

- Potwierdzam, zmarł 31-letni mieszkaniec powiatu oleśnickiego. Wykluczono udział osób trzecich. Przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa - mówiła nam wówczas asp. Bernadeta Pytel, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.

Dlaczego pomoc przyjechała po trzech godzinach?

- Zadysponowali nas, bo karetka pogotowia była wysłana z Sycowa i druga z Oleśnicy. Ambulans przyjechał w tym samym czasie, co my - relacjonował mł. kpt. Marcin Purzyński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Oleśnicy. Zapewnił nas, że "przyjechali najszybciej jak to było możliwe" po otrzymaniu tak zwanej formatki z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania we Wrocławiu działającego pod numerem 112. To właśnie tam przekierowywane są połączenia z numerów alarmowych 999, 998 i 997. Komenda straży mieści się blisko okolicy, do której była wzywana.

Jednak osoby znające kulisy sprawy mają za złe służbom, że karetka pojawiła się po ponad trzech godzinach od zgłoszenia. - Tragedia tu to jest to, że czekał na karetkę trzy godziny i się nie doczekał! Jak można tak traktować ludzi? - pytała jedna z osób znających kulisy sprawy.

Dlaczego od razu nie wysłano karetki?

Na podstawie zestawienia udostępnionego nam przez Powiatowy Zespół Szpitali z siedzibą w Oleśnicy wiemy, co działo się przez ten czas. Pierwsze zgłoszenie dotyczyło osoby, która skarżyła się na "duszność, ból gardła, silne osłabienie". Do tego - jak wskazano - mężczyzna nie wstawał od czterech dni. - Nie wiedzieliśmy jako oleśnickie pogotowie, że mamy pojechać do pacjenta, bo dyspozytor nie przekazał nam tej informacji. Dopiero poinformował później i niemal od razu pojawiła się karetka - komentowała Grażyna Hachoł, rzeczniczka PZS.

Zgłoszenie w Wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego we Wrocławiu o takiej treści zostało przyjęte o godzinie 12:40. Dyspozytor medyczny przyjął je o 12:45. O 15:47 pojawił się monit, że pacjent jest nieprzytomny i doszło u niego do nagłego zatrzymania krążenia. Pierwsza karetka z Sycowa została zadysponowana dopiero o 15:57, druga zwolniła się na terenie Oleśnicy i ją skierowano o 16:03. Na miejscu była o 16:06, dlatego chwilę wcześniej odwołano ambulans jadący z końca powiatu. Liczby wskazują, że dyspozytornia czekała ponad trzy godziny na skierowanie jakiejkolwiek pomocy do mężczyzny. Ale na nią było już za późno.

Wymaz pod kątem COVID-19 był pozytywny zarówno u zmarłego, jak i jego partnerki, która zdaniem zespołu nie wymagała hospitalizacji. - Wszystkie parametry miała w normie, pozostawiona w miejscu - podał szpital.

W czasie, gdy pacjent oczekiwał na pomoc, dostępne były karetki. Słowa rzeczniczki szpitala potwierdza zaprezentowane nam zestawienie. Sycowska karetka była w gotowości od 11:04 do 13:35 i następnie od 14:11 do 14:46. Natomiast oleśnicki ambulans był w bazie od 12:56 do 13:30 i od 14:19 do 15:37.

Wiele pytań i wątpliwości. Sprawa dla prokuratury

Kiedy powstawały CPR-y, mieszkańcom tłumaczono, że podniesiona zostanie jakość udzielanej pomocy. W tym przypadku tak się nie stało. Dlaczego wrocławska dyspozytornia skierowała karetkę dopiero po trzech godzinach, kiedy pacjent stracił przytomność? Ktoś z CPR-u nie przekazał odpowiedniej informacji dyspozytorni medycznej? Służby wojewody przeanalizowały sprawę.

- Urząd zwrócił się w piśmie do Dyrektora Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu z prośbą o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. W odpowiedzi Dyrektor podmiotu przedstawił przebieg działań podejmowanych przez Dyspozytora Medycznego obsługującego zgłoszenie, ostatecznie wskazując, iż dokumentacja spawy zostaje przekazana do prokuratury - informuje biuro prasowe Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

- Sprawa została zgłoszona do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, przesłana do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, na chwilę obecną została przesłuchana osoba zawiadamiająca - przekazała nam prok. Małgorzata Dziewońska, rzeczniczka prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. To oznacza, że czynności w tej sprawie są na wstępnym etapie.

Piotr Paszkowski

Podziel się tym artykułem na Facebooku

reklama
reklamareklamareklama

Skomentuj

Osoba komentująca oświadcza, że nie będzie publikować treści o charakterze bezprawnym i tym samym akceptuje regulamin. Komentarze internautów nie muszą być zgodne z poglądami redakcji.
Podpis:

Komentarze (27)

Masakra 17.05 o 09:10

Marta_z_bazin więcej zmarło covidowych ? ???? A info masz z pisowskiej telewizji ? To dlaczego 12 letnie dzieci ubierają na placach zabaw ? Dlaczego tyle młodych sportowców nagle umiera, ma problemy z sercem i niewydolnością ? Dlaczego ludzie zaszczepienie i nie, przechodzą covid tak samo ? Nie twierdzę, że tej choroby nie ma, ale walenie co chwilę szczepionek też nie jest dobre. Znam wiele osób osobiście, które po szczepieniu i przed, przeszły to tak samo i znam wiele takich które, po szczepieniu mają przeróżne dolegliwości, duszności, bóle głowy, bóle reumatyczne i to tak nagle ?! Dziwne . Więc nie oceniaj kogoś mianem "foliarzy" skoro sama wierzysz tylko w to co tv mówi. Poproostu zamknij buzię i ładuj sobie szczepienia co chwilę.

Zgłoś
-,-17.05 o 09:00

Ciekawe dlaczego nie podają info czy pacjent był zaszczepiony. Wszystko tylko ten covid, a teraz nagle covid zniknął i wróciła grypa, przeziębienie itd.

Zgłoś
Oleśniczanka17.05 o 08:54

Mniej więcej w tym samym czasie co ta tragedia, dzwoniłam na 112 . Miałam duszności, Wysokie ciśnienie i tętno, czułam się że zaraz zemdleje. Pan dyspozytor spytał się czy straciłam przytomność jeśli nie to mogę iść do przychodni dziękuję do widzenia. Można było umrzeć karetki nie wysyłali

Zgłoś
Marta_z_Bazin17.05 o 08:52

Tak gadał że nie ma wirusa, że wirus to tylko grypa, że nie będzie się szczepił, no i sam zmarł na covida. To gość który mieszkał blisko Kauflandu. Mogła bym pisać więcej, ale foliarze nadal będą twierdzić że szczepionka to depopulacja. Tylko proste pytanie? Dlaczego więcej zmarło tych co się nie zaszczepili? Więc nadal się nie szczepcie, nadal zwlekajcie do czasu aż będziecie się dusić, najważniejsze że nie przyjmiecie preparatu, a tylko umrzecie. Tylko ze tym się już nie pochwalicie na MO.

Zgłoś
ja17.05 o 08:41

Tak, bo przecież covida nie leczyli, kazali czekać w domu i dzwonić jak się pogorszy....taka polityka. Przychodnie pozamykane, pustki w szpitalach a dodatki covidowe leciały strumieniem, drugie tyle co wynagrodzenie...przez wiele miesięcy. Mam nadzieję, ze ktoś za to odpowie.

Zgłoś
Xd17.05 o 08:31

Moim zdaniem tylko ratownicy winni i z Oleśnicy. Nigdy ich na czas nie ma, tylko hikoptery latają. Oni tylko strajkują ciągle

Zgłoś
200tys przypadków 17.05 o 08:27

Prawdziwe ofiary wirusika

Zgłoś
Ostatnio dodane
Zobacz więcej
Wersja strony: stacjonarna / mobilna
PW Media © 2009-2022. @:
Nawigacja: Kontakt z redakcją i reklama / Regulamin / Polityka prywatności
MojaOlesnica.pl w mediach społecznościowych: Facebook / Instagram / YouTube