reklama
reklamareklamareklamareklama
Dziś jest sobota, 25 czerwca. Imieniny Łucji, Wilhelma, Albrechta.
20℃
(zachmurzenie duże). Zobacz prognozę pogody

Trzy godziny umierał na oczach ciężarnej partnerki. Prokuratura bada sprawę

Aktualności17.05 o 08:10Komentarzy: 27
Kilka miesięcy temu portal MojaOlesnica.pl ujawnił, że młody mężczyzna przez trzy godziny umierał na oczach ciężarnej partnerki. Czy zawinił operator numeru alarmowego, który na czas nie przekazał informacji do dyspozytorni medycznej? Sprawę wyjaśnia teraz prokuratura.



Umierał na oczach ciężarnej partnerki

Wracamy do sprawy śmierci 31-letniego mężczyzny. Do zdarzenia doszło 5 grudnia na pograniczu Oleśnicy i Spalic. Pacjent umierał na oczach swojej 28-letniej partnerki, która była w siódmym miesiącu ciąży.

- Potwierdzam, zmarł 31-letni mieszkaniec powiatu oleśnickiego. Wykluczono udział osób trzecich. Przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa - mówiła nam wówczas asp. Bernadeta Pytel, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.

Dlaczego pomoc przyjechała po trzech godzinach?

- Zadysponowali nas, bo karetka pogotowia była wysłana z Sycowa i druga z Oleśnicy. Ambulans przyjechał w tym samym czasie, co my - relacjonował mł. kpt. Marcin Purzyński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Oleśnicy. Zapewnił nas, że "przyjechali najszybciej jak to było możliwe" po otrzymaniu tak zwanej formatki z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania we Wrocławiu działającego pod numerem 112. To właśnie tam przekierowywane są połączenia z numerów alarmowych 999, 998 i 997. Komenda straży mieści się blisko okolicy, do której była wzywana.

Jednak osoby znające kulisy sprawy mają za złe służbom, że karetka pojawiła się po ponad trzech godzinach od zgłoszenia. - Tragedia tu to jest to, że czekał na karetkę trzy godziny i się nie doczekał! Jak można tak traktować ludzi? - pytała jedna z osób znających kulisy sprawy.

Dlaczego od razu nie wysłano karetki?

Na podstawie zestawienia udostępnionego nam przez Powiatowy Zespół Szpitali z siedzibą w Oleśnicy wiemy, co działo się przez ten czas. Pierwsze zgłoszenie dotyczyło osoby, która skarżyła się na "duszność, ból gardła, silne osłabienie". Do tego - jak wskazano - mężczyzna nie wstawał od czterech dni. - Nie wiedzieliśmy jako oleśnickie pogotowie, że mamy pojechać do pacjenta, bo dyspozytor nie przekazał nam tej informacji. Dopiero poinformował później i niemal od razu pojawiła się karetka - komentowała Grażyna Hachoł, rzeczniczka PZS.

Zgłoszenie w Wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego we Wrocławiu o takiej treści zostało przyjęte o godzinie 12:40. Dyspozytor medyczny przyjął je o 12:45. O 15:47 pojawił się monit, że pacjent jest nieprzytomny i doszło u niego do nagłego zatrzymania krążenia. Pierwsza karetka z Sycowa została zadysponowana dopiero o 15:57, druga zwolniła się na terenie Oleśnicy i ją skierowano o 16:03. Na miejscu była o 16:06, dlatego chwilę wcześniej odwołano ambulans jadący z końca powiatu. Liczby wskazują, że dyspozytornia czekała ponad trzy godziny na skierowanie jakiejkolwiek pomocy do mężczyzny. Ale na nią było już za późno.

Wymaz pod kątem COVID-19 był pozytywny zarówno u zmarłego, jak i jego partnerki, która zdaniem zespołu nie wymagała hospitalizacji. - Wszystkie parametry miała w normie, pozostawiona w miejscu - podał szpital.

W czasie, gdy pacjent oczekiwał na pomoc, dostępne były karetki. Słowa rzeczniczki szpitala potwierdza zaprezentowane nam zestawienie. Sycowska karetka była w gotowości od 11:04 do 13:35 i następnie od 14:11 do 14:46. Natomiast oleśnicki ambulans był w bazie od 12:56 do 13:30 i od 14:19 do 15:37.

Wiele pytań i wątpliwości. Sprawa dla prokuratury

Kiedy powstawały CPR-y, mieszkańcom tłumaczono, że podniesiona zostanie jakość udzielanej pomocy. W tym przypadku tak się nie stało. Dlaczego wrocławska dyspozytornia skierowała karetkę dopiero po trzech godzinach, kiedy pacjent stracił przytomność? Ktoś z CPR-u nie przekazał odpowiedniej informacji dyspozytorni medycznej? Służby wojewody przeanalizowały sprawę.

- Urząd zwrócił się w piśmie do Dyrektora Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu z prośbą o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. W odpowiedzi Dyrektor podmiotu przedstawił przebieg działań podejmowanych przez Dyspozytora Medycznego obsługującego zgłoszenie, ostatecznie wskazując, iż dokumentacja spawy zostaje przekazana do prokuratury - informuje biuro prasowe Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

- Sprawa została zgłoszona do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, przesłana do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, na chwilę obecną została przesłuchana osoba zawiadamiająca - przekazała nam prok. Małgorzata Dziewońska, rzeczniczka prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. To oznacza, że czynności w tej sprawie są na wstępnym etapie.

Piotr Paszkowski

Podziel się tym artykułem na Facebooku

reklama
reklamareklamareklamareklama

Skomentuj

Osoba komentująca oświadcza, że nie będzie publikować treści o charakterze bezprawnym i tym samym akceptuje regulamin. Komentarze internautów nie muszą być zgodne z poglądami redakcji.
Podpis:

Komentarze (27)

Film18.05 o 00:39

Botoks to pikuś przy tym co się dzieje w tej patologii.

Zgłoś
bez pardonu18.05 o 00:37

Do karetka to nie taxi a co pogotowie robiło przez trzy godziny czekali w burdelu na dziwkę zjebie

Zgłoś
ja17.05 o 21:26

@Oleśniczanka: i co, umarłaś? Czy może dyspozytor miał rację, a ty jesteś hipochondrykiem?

Zgłoś
.17.05 o 20:59

Bada i bada i bada i zbadać nie może. ????

Zgłoś
Podatnik17.05 o 20:38

Za PISu najwiecej umiera młodych

Zgłoś
Rodzina zmarłego 17.05 o 18:09

Po co głupie komentarze...pogotowie jest od tego by przyjechać i sprawdzić. Za coś pobierają podatki ...i głupie komentarze darujcie sobie ....

Zgłoś
Karetki to nie taxi17.05 o 17:40

Zastanawiające są dwie rzeczy: 1) skąd rzeczniczka ma dostęp do danych 112 skoro są to osobne placówki i raczej nie jest jasnowidzem i nie widzi gdzie karetka w którym momencie jest; 2)co zmarły i rodzina robili przez 4 dni jak się źle czuł?

Zgłoś
Lewar17.05 o 16:36

Niezaszczepiony. Do takich karetek nie wysyłamy:) Tyle w temacie:)

Zgłoś
Bysior17.05 o 16:32

Ponoć od kilku dni coś go bolało. W takich przypadkach pogotowie nie reaguje/i dobrze/pogotowie jest od stanów nagłych. Gdy pacjent przestał oddychać to pogotowie było niemal natychmiast. I o to chodzi. Co by było gdyby karetkę do niego wysłali wcześniej, a w tym czasie ktoś dostał ataku astmy i kto by do tej nagłej sytuacji pojechał? Trzeba myśleć glową nie jajami.

Zgłoś
Taki standard17.05 o 14:38

Kilka razy miałam tą nieprzyjemność kontaktu z dyspozytorami pogotowia. Niestety mam wrażenie że ci ludzie (nie wszyscy) bardzo nie lubią tego co robią. Wiecznie jakieś pretensje! Człowiek dzwoni z troski o drugiego człowieka a tam zawsze coś nie tak! Dla pacjenta z dreszczami i 40 stopniową gorączką i spuchniętą obolałą nogą(bez urazu) karetki nie ma! Ciągle słyszymy że "nie wolno przechodzić obojętnie obok człowieka leżącego na ulicy - nie zawsze to pijak, może człowiek potrzebuje pomocy" W sumie słusznie - tylko spróbuj zadzwonić w takiej sytuacji - koszmar. Albo mają do ciebie pretensje, albo straszą, że jak niepotrzebnie wzywasz to będą konsekwencje itd. najlepiej idź, odnieś go do domu albo sam się nim zajmij a nie gitarę zawracasz... słowem dramat

Zgłoś
Ostatnio dodane
Zobacz więcej
Wersja strony: stacjonarna / mobilna
PW Media © 2009-2022. @:
Nawigacja: Kontakt z redakcją i reklama / Regulamin / Polityka prywatności
MojaOlesnica.pl w mediach społecznościowych: Facebook / Instagram / YouTube