reklama
reklamareklamareklamareklama
Dziś jest czwartek, 9 kwietnia. Imieniny Mai, Dymitra, Dobrosławy.
MojaOlesnica.pl na Facebooku

Podróżnik pomagał Nepalczykom. Problem z powrotem do kraju

26.03 o 11:51Komentarzy: Kategoria: Aktualności
Podróżnik Mariusz Zawada jeszcze przed ogłoszeniem pandemii koronawirusa poleciał, aby pomóc Nepalczykom i zwiedzać Himalaje. Obecnie wraz z grupą pozostałych Polaków ma problem z powrotem do kraju. Zapraszamy do lektury wywiadu portalu MojaOlesnica.pl.



"Ubierz Nepalską Wioskę" to akcja, o której pisaliśmy na łamach portalu MojaOlesnica.pl. - Komitet społeczny działający pod tym hasłem zebrał ponad 130 kartonów odzieży i obuwia a także nieco przyborów szkolnych dla nepalskich dzieci i ich rodzin. Dlaczego? Ponieważ najbardziej oblegany szlak górski, wciąż obfituje w widok pracujących dzieci i ich rodziców w warunkach, których nikt z nas nie zakwalifikowałby jako miejsce pracy. Klapki lub zniszczone buty oraz stare, dawno zużyte ubrania to ich strój codzienny - czytaliśmy w opisie.

W skład grupy wszedł sycowianin Mariusz Zawada, który jest podróżnikiem i w lutym spotkał się z czytelnikami w oleśnickiej bibliotece. 6 marca, czyli przed ogłoszeniem przez WHO światowej pandemii koronawirusa, razem z innymi wędrowcami wylądował na lotnisku w Katmandu, stolicy Nepalu. Publikujemy wywiad, jaki portal MojaOlesnica.pl przeprowadził zdalnie z M. Zawadą.



Piotr Paszkowski, MojaOlesnica.pl: Wyleciałeś do Nepalu z grupą znajomych w ramach akcji "Ubierz Nepalską Wioskę". Pamiętam, że opowiadałeś o tej inicjatywie niedawno w oleśnickiej bibliotece. Ile osób otrzymało wsparcie?

Mariusz Zawada, podróżnik: Ubraliśmy dwie rodziny, ale zanim to się udało, musiałem przejść logistyczny labirynt. Według zapewnień i cenników paczki miały dotrzeć po max 6 dniach od wysyłki a dotarły na ostatni dzień pobytu w górach czyli po około 12-13 dniach. Na widok tych paczek ci ludzie niemal się popłakali. Przyszli w tak obdartych i zniszczonych ubraniach, w deszczu, z drugiego końca wioski. Przez wirusa turystów jest zaledwie garstka. Aż strach pomyśleć, co tu się będzie działo bez tych pieniędzy, które co roku zostawiają.



Teraz utknęliście w Katmandu, stolicy Nepalu. Nie mogliście wrócić wcześniej, gdy zaczęło robić się coraz niebezpieczniej w związku z zagrożeniem koronawirusem?

Problem utknięcia jest bardziej skomplikowany niż to się potocznie wydaje. Informacje o kolejnych restrykcjach docierały, kiedy byliśmy w górach. Nie zejdziemy w kilka godzin, żeby znaleźć się na lotnisku. Przypominam, że Nepal to jeden z biedniejszych krajów na świecie. Infrastruktura, położenie geograficzne, ukształtowanie terenu. Jesteśmy w Himalajach, a nie na spacerze w parku. Decyzja podjęta dziś może zostać zrealizowana dopiero za tydzień. Próba zmiany daty wylotu wiązała się z koniecznością wizyty w biurze linii lotniczych. Telefony działają lub nie, tak samo Internet.

Całość wiązała się z koniecznością dopłaty do biletu rzędu tysiąca dolarów wzwyż. Brać kredyt żeby kupić bilet na lot, który może się nie odbyć? Sytuacja rozwija się dynamicznie, co chwilę któreś lotnisko się zamyka, jakiś lot jest odwołany. Co potem? Utknąć gdzieś po drodze? Skoro wydam wszystkie pieniądze na bilet, to za co i jak długo uda się przeżyć? Panika nie jest dobrym doradcą, dlatego przemyśleliśmy temat na chłodno. Utrzymanie w Nepalu jest niedrogie, więc dzięki wsparciu rodzin możemy chwilę poczekać na odpowiedni moment zamiast pędzić na oślep byle gdzie.



Dodatkowo pchanie się w sam środek pandemii, byle tylko lecieć, nikomu nie służy. Bieganie i krzyczenie "pali się!" nie ugasi pożaru. Fakt. Jesteśmy daleko od domu, ale żyjemy. Nikt nam tu krzywdy nie zrobi. Nepalczycy są przemiłym i pomocnym narodem, jednak brak im środków i doświadczenia w takiej walce.

Policjanci pilnujący obiektu trochę żartobliwie podeszli do naszej sprawy a ich główny tekst to "problem i trudna sytuacja". Panie! Jest pan policjantem, to zamiast powtarzać w kółko słowo "problem" znajdź rozwiązanie. Hotele w pobliżu lotniska są zamknięte, a ja im mówię, że jeśli o mnie chodzi, to rozkładam się w tej ich budzie i mogę spać.

Pojawiła się nepalska telewizja i nawet w czasie mojej rozmowy z dziennikarką było słychać ich żarty. Cóż. Powiedziałem, że nikt nie może i nie chce nam pomóc więc chcę zostać tutaj i poczekać na mój samolot. Dookoła wojsko i policja w swoich samochodach mieszają powietrze, więc mówię: zamiast kręcić się w kółko podwieźcie nas gdzieś, a my znajdziemy sobie tani hotel. Mamy około 30 kilogramów bagażu każdy. Jedyna odpowiedź to: "impossible".

Pojawił się funkcjonariusz Tourist Police, który jako jedyny okazał maksimum profesjonalizmu i zaproponował, że pomoże w znalezieniu hotelu. Nic więcej nie mógł zaoferować, bo nawet samochodu nie miał. Podczas gdy Katmandu jest zamknięte nikt turyście nie da pokoju więc sami to sobie mogłyśmy.... Z grona tych wszystkich funkcjonariuszy on jeden szukał rozwiązania, zamiast problemu na każde nasze rozwiązanie. Znalazł hotel, mi pozostało przekonać właściciela żeby dał nam pokoje, pogadać o cenie i czekać.



Czy jak wylatywałeś były już jakieś obostrzenia lub ostrzeżenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych?

W trakcie realizacji wylotu w Europie mówiło się o Chinach. W Polsce transport działał normalnie, wszyscy chodzili do pracy. Dzień jak co dzień.

Otrzymujecie wsparcie ze strony polskich służb konsularnych?

Jestem w stałym kontakcie z ambasadą w Indiach oraz konsulatem honorowym w Katmandu. Na dobrą sprawę sam ograniczam się do informowania tych placówek o swoim położeniu i dalszych planach oraz poczynaniach. Nikt nie przyśle nam zrzutu z powietrza, a nawet jeśli, to czekanie na pomoc zamiast jej niesienia jest typowe dla ludzi bezradnych, a my lubimy działać. Chwilowo jesteśmy zdani na siebie, ale służby już są w trakcie organizowania dla nas transportu. Naszym zadaniem jest pozwolić im działać i nie zawracać głowy prośbami o wytarcie nosa. Ich zadaniem jest dopiąć transport a naszym dotrzeć w pobliże lotniska, znaleźć lokum i utrzymać się w zdrowiu.



Jak planujecie wrócić do kraju?

Planów było kilka, ale okazało się, że wszystkie polegały na obstawieniu przewoźników stosami pieniędzy. Ceny lotów rosły w zastraszającym tempie – do około dziesięciu tysięcy złotych, a liczba miejsc topniała. Do tego liczba lotnisk malała.

To tak jakby stanąć na drodze lawinie i dać się w nią wciągnąć. Szanse powrotu były marne, a nawet gdyby kupić bilet, to ewentualny zwrot w postaci vouchera to śmiech na sali. Spójrzmy na to jak na grę na giełdzie. Kto wchodzi na górce ten przegrywa a widziałem jak ludzie wchodzili podczas "odwrócenia trendu", kiedy ceny były maksymalnie napompowane a szanse na lot niemal zerowe. Brali szybkie pożyczki, żeby tylko kupić kawałek papierka, za który i tak nie polecą. W takiej panice nie chcieliśmy brać udziału.

Przed chwilą dzwonił do mnie konsul. Szykują transport i polecimy albo niemieckimi, albo francuskimi samolotami. Kazali cierpliwie czekać.

Zobacz też: Koronawirus - Oleśnica i Powiat Oleśnicki [SPECJALNA STRONA NA FACEBOOKU]

pp

reklama

Podziel się tym artykułem na Facebooku

reklama
reklamareklamareklamareklamareklamareklama

Komentarze Facebooka

reklama
Ostatnio dodane
Płoną nieużytki w pobliżu ulicy Wiejskiej
dzisiaj o 19:12/ Aktualności
Notowany złodziej nie spodziewał się, że policjanci go znajdą
dzisiaj o 18:28/ Aktualności
Koronawirus. Najnowszy raport o sytuacji w powiecie
dzisiaj o 18:20/ Aktualności
Posłowie przekazali sprzęt Służbom Ratowniczym
dzisiaj o 15:00/ Aktualności
Co z maturami i egzaminami ósmoklasisty?
dzisiaj o 13:49/ Aktualności
Zobacz więcej
reklama
Obserwuj nas
reklama
Wersja strony: stacjonarna / mobilna
PW Media © 2009-2019. @:
Nawigacja: Kontakt z redakcją i reklama / Regulamin / Polityka prywatności
MojaOlesnica.pl w mediach społecznościowych: Facebook / Instagram / YouTube